Wykonując kolejne testy doszedłem do wniosku że najwięcej cennych spostrzeżeń
mam na samym początku jazdy nowym motocyklem. Na świeżo czuje lepiej wszystkie
różnice pomiędzy tym a poprzednimi testówkami, a przede wszystkim pomiędzy
stanem faktycznym, a moimi oczekiwaniami co do motocykla. Z tego właśnie powodu
tym razem test zaczniemy od jazdy.
Przed testem spodziewałem się że NT700V to praktyczny, ale dość mały
turystyk. Taki Pan-European dla ubogich. Taki motocykl 'w porządku' i nic
więcej. W garażu importera - Honda Motor Polska stały różne motocykle, a
pomiędzy nimi właśnie Deauville. Od razu dało mi się we znaki że jednak jest
większy niż się spodziewałem. Może to dlatego że w zamkniętych pomieszczeniach
zawsze wszystko wygląda na większe. Przede wszystkim wysoka szyba, szeroka
kierownica i masywny tył z kuframi sprawiły wrażenie, że to nie namiastka
turystyka, ale właśnie motocykl turystyczny klasy średniej. Zgrabna linia
nadwozia nawiązuje do większych Hond w tej kategorii i jest udana. Nie czułem
strasznej sympatii do Deauvilla, ponieważ moim zdaniem odsłonięty od dołu silnik
i jakby za mało obudowany przód psują proporcje w tym motocyklu, mimo to chciałem przetestować
to jako odskocznie do golasów, ścigaczy i chopperów jakimi się najczęściej
zajmuje. Usiadłem za sterami i od razu poczułem się zupełnie inaczej. Motocykl
jest masywny, ale nie ciężki. Jest szeroki, ale nie duży. I do tego za
kierownicą daje wrażenie niezłego krążownika pozwalając jednocześnie na sprawną
jazdę po mieście. Taki, jakby mariaż doskonałości. Niestety nie jest aż tak
dobrze, ale o tym za chwilę.
Przekręciłem kluczyk, wcisnąłem sprzęgło i odpaliłem. Motocykl zaskoczył
momentalnie bez jakiejkolwiek zadyszki pompując mieszankę paliwową do cylindrów
przez układ wtryskowy. Jest to nowość w modelu NT, podobnie jak pojemność
silnika która urosła z 650 do 680 ccm. Cicho pracujący silnik zdradzał że mam do
czynienia z V-twinem. Sprzęgło, jedynka i gaz. Rzeczywiście to V-twin. Już z
samego dołu mamy do dyspozycji spory moment obrotowy. Z początku nie czuć tych
prawie 240 kg wagi. Kolejne biegi wchodzą łatwo, ale trzeba je zmieniać często, ponieważ krótki użyteczny zakres obrotów wymaga, aby przy 100
kmh dojść minimum do czwórki. Od razu daje się odczuć że motocykl jest wyjątkowo
cichy. Praktycznie słychać tylko lekkie turkotanie dwucylindrowej jednostki
napędowej. Dźwięk co prawda ma pogłos jakby razem ze spalinowym silnikiem
pracował tam elektryczny, i nie nawiązuje zbyt mocno do klasycznego V-Twina.
Deauville jest też wyjątkowo wygodny. Wyprostowana pozycja za kierownicą na
miękkim fotelu, szeroka kierownica i dobra osłona przed wiatrem sprawiają, że
poczuć się można jak na fotelu przed kominkiem. Zawieszenie jest dość miękkie,
ale pracuje prawidłowo, idealnie wybierając nierówności naszych dróg. Pomimo
swojej masy, motocykl jest zwinny i bardzo skrętny, co przy lekkiej wprawie
pozwala na zaawansowanie manewrowanie godne maxiskutera. W ogóle tylko skrzynia biegów i lepsza praca
zawieszenia odróżniają ten motocykl od największych turystycznych maxiskuterów.
Motocykla jednak nie można opisywać w samych superlatywach. Silnik pomimo że
mocniejszy niż w NT650V jest wciąż za słaby, jak na taki motocykl. Odkręcanie
manetki nie powoduje napływu adrenaliny do krwi, ani nie wywołuję dreszczu
ekscytacji. Jest zaledwie poprawne. I nic nie daje kręcenie po obrotach,
ponieważ największy moment mamy już przy 6500 obrotów na minutę, a dalej jest
już tylko słabiej. Deklarowane przez producenta 5,2 sek. przyspieszenia do setki
jest chyba najdłuższymi sekundami jakie można wymyślić i tylko w suchych danych
wywołuje spore wrażenie. Oczywiście da się jeździć, i wiele osób nie oczekuje od
takiego turystyka osiągów sportowca, ale jednak w trasie odczuwalny jest brak dodatkowych paru
koni. A przecież właśnie w trasie oczekujemy od tego motocykla możliwości
spokojnego przemieszczania się z prędkościami rzędu 140 kmh pozwalającymi
jednocześnie jeszcze na wyprzedzanie. Deauville 140 kmh osiąga bez bólu, ale to
wyprzedzanie stanowi już problem. Szczególnie jest to odczuwalne gdy jedziemy
zapakowani we dwie osoby i całość razem z motocyklem waży prawie pół tony, co
jest dużo jak na te 65 KM i sporą powierzchnię czołową motocykla, a więc i duży
opór powietrza. Odkręcając jednak do końca po pewnym czasie możemy na liczniku
zobaczyć nawet 190 kmh co już jest dużą prędkością. Ten pewien czas bliski jest
oczekiwaniom kierowców samochodów, a nie motocyklistom. Tak więc przy
przelotowej na poziomie 120 kmh, kiedy to mamy jeszcze zapas mocy, można czasem
trochę z nudów przysnąć. Stąd zapewne Deauville uznawany jest za motocykl dla
oldboyów, którzy na szczęście jeżdżą NTVką nic nie musząc udowadniać i
dowartościowywać się w oczach przechodniów.