Od kiedy miałem po raz pierwszy możliwość pojeżdżenia sobie na
supermoto dziwi mnie mała popularność takich motocykli w Polsce. Zanim miałem
taką możliwość było odwrotnie i montowanie szosowych kół do motocykla enduro
było moim zdaniem równie nieudanym pomysłem co ściganie się ciężarówkami.
Zmienił to pierwszy kontakt bezpośredni z takim motocyklem. Może właśnie to jest
potrzebne motocyklistom aby se do supermoto przekonać - pojeździć takim
sprzętem.
Fun jaki odczuwa się na supermoto jest nie do porównania
z żadnym innym typem motocykli. To przede
wszystkim pełna swoboda poruszania się po mieście lub innych zatłoczonych
drogach. Lekkość takiego moto, zwrotność, wygodna pozycja i zawieszenie
pozwalające na jeżdżenie nie tylko wzdłuż krawężnika, ale też w poprzek
sprawiają, że supermoto idealnie nadaje się do poszalenia przy prędkościach
które nie wywołują aktywacji fotoradarów. To genialne jak łatwo można opanować
taki motocykl przez średnio zaawansowanego motocyklistę i szybko nauczyć się
robić wheelie, stoppie czy uślizgi boczne. Dlatego Honda FMX jest w pełni
uprawniona do używania napisu na "Fun Moto" na obudowach.
Szczerze powiem że test będzie mało obiektywny z samego założenia. Supermoto
jest takim rodzajem motocykli, który wywołuje u mnie niekontrolowany napływ
endorfiny. A to bardzo przyjemne uczucie dopóki nie wróci się do domu, stanie
przed lustrem i zacznie wydłubywać robaki z pomiędzy zębów. Zacznijmy jednak od
zewnętrznych oględzin testowego motocykla.

Wygląd i technika
Honda FMX wnosi do tej klasy powiew świeżości. Projektanci bazując na
typowej konstrukcji terenowej postanowili ją odmłodzić i upiększyć tak, żeby
wizualnie motocykl niewielkim kosztem stał się w ogólnie pojęty sposób
atrakcyjny. Moim zdaniem udało to się bardzo dobrze. Wysoko zabudowany przód z
zadartym nadkolem i lekko pochylonym reflektorem dodają dynamiczności FMXowi. Z
tyłu światła LED rodem z CBRki oraz podwójne końcówki wydechu również
przypominają, że nie jest to minimalistyczny motocykl terenowy. Moto z kilku
metrów wygląda super i za to należy sie Hondzie duży plus. Podchodzę do
motocykla i widzę już więcej szczegółów. Niestety! Z bliska widać to co
sprawiło, że FMX jest jedną z tańszych Hond w ofercie. Leciwy jednocylindrowy
silnik chłodzony powietrzem
znany jest wielbicielom Hond od dawna. 650tka jest bezawaryjna,
elastyczna, ale też słaba i ciężka. W czasie jazdy daje o sobie znać swoim
wysłużonym charakterem powalając na kolana tylko laików motocyklowych. Idealnie
dopasowana do silnika jest tablica rozdzielcza, której nie powstydziłby się
leciwy Żuk. Jest tam tylko prędkościomierz, licznik i parę pomniejszych
kontrolek z pokrętłem obok licznika do zerowania dziennego przebiegu, A przecież
fajny licznik LCD ze stoperami, dodatkowymi danymi czy kilkoma licznikami
dziennymi nie jest teraz ani ekstrawagancki, ani drogi w produkcji. Inne
elementy również pokazują, że FMX to trochę przerost formy nad treścią. Udana
stylistyka, połączona z ekonomicznym wykończeniem słabo ze sobą współgrają.
Pocieszeniem może być tu koszt, który jest połowę niższy od Fireblade'a czy VTXa
i ledwo przekracza 20 000 zł. Za podobną cenę mamy najprostsze konstrukcje typu
Suzuki GS500, Kawasaki KLE500 czy BMW .... ups BMW nie ma tak tanich motocykli!

strona 1/3
