Yamaha Tmax XP500 - to największy obecnie skuter Yamahy. Jest to
jednocześnie pierwszy model, który zapoczątkował nową klasę. Kolejnymi modelami
były Silverwing i Burgman 650. Nową klasę, ponieważ jest to zupełnie inny
pojazd, niż inne maxi skutery.
Trochę techniki, żebyśmy się nie
zgubili
Na początek przypomnimy czemu ten skuter jest tak inny od
np. X9 500 lub Atlantic 500. Tmax to model, który zrewoluzjonizował skutery. Na
pierwszy rzut oka nie widać tego ponieważ różnice kryją się pod obudowami.
Sylwetka jest nawet nieco lżejsza niż w konkurencyjnym Burgmanie 400. To
jednak co sprawia, że jest on wyjątkowy kryje się w zastosowanej technice.
Pokazany w 2000 roku XP500 był pierwszy skuterem wyposażonym w
dwucylindrowy silnik o takiej pojemności w dodatku na stałe zamocowany do ramy,
a nie jak dotychczas do tylnego zawieszenia. Daje to zupełnie inną
charakterystykę jazdy, która ma znaczenie przy osiąganych przez ten skuter
prędkościach. To najważniejsze zmiany w stosunku do ówczesnych gigantów, choć
nie jedyne.
Tmaxa wyposażono również w bardzo sztywną wręcz motocyklową ramę,
14-calowe koła i charakterystykę zawieszenia, która z pewnościa nie jest
kanapowa.
Mocne i stabilne zawieszenie, duże tarczowe hamulce i szerokie
opony (120 i 150) sprawiają, że pomimo prawie 200 kg i ponad 2 metrów długości,
skuter prowadzi się tak dobrze, jak to tylko można sobie wyobrazić.
Niezwykle istotne są także drobiazgi, na które wielu w ogóle nie zwraca
uwagi. Silnik jest leżący, a końce cylindrów praktycznie znajdują się
pomiędzy stopami kierowcy. Daje to 2 niezwykle
ważne atuty. Środek ciężkości jest bardzo nisko co sprzyja manewrowaniu w
mieście i jeździe z małymi prędkościami. Poza tym takie ustytuowanie pozwoliło
na osiągnięcie prawie idealnego rozłożenia masy na przednie i tylne koło w
stosunku 40% do 60%.
Te wszystkie cechy sprawiły, że Tmax doskonale czuje się
zarówno w ciasnych miejskich uliczkach jak i na szybkich autostradach.
Oglądamy go dokładnie
Tmax to przede wszystkim strasznie
długi skuter. W rzeczywistości jednak wygląda na mniejszy, niż na zdjęciach. A
to zapewne w wyniku tego, że Tmax wizualnie jest lekki i drapieżny.
Ten skuter nie jest turystykiem, ale właśnie sportowcem. Ta
cecha wyróżnia go wśród maxi skuterów sprawiając, że Tmax tak naprawdę nie
konkuruje z SilverWingiem czy Burgmanem 650. Jego typowym konkurentem jest
natomiast Gilera Nexus 500, która jednak ze względu na jeden cylindser i
klasyczną skuterową konstrukcję, właściwościami jezdnymi ustępuje
Tmaxowi.
Linie nadwozia są płynne ale i ostre. Podwójne światło z przodu
nawiązuje do innych motocykli Yamahy. 14-calowe koła są dość duże jak na
skuter, to jednak do wielkości, a przede wszystkim długości Tmaxa pasują
idealniepod względem wizualnym. Płaskie płozy na nogi sprawiają wrażenie
wygodnych i takie są zarówno przy krzesełkowy
m jak i kanapowym ułożeniu stóp. Dość wysoki tunel środkowy
jest jedynie elementem ułatwiającym wsiadanie. Tu nie ma mowy o wożeniu
dużych przedmiotów na podłodze. Jest jednak tak wykonany, że przy odpowiedniej
zabudowie mógłby być idealnym miejscem na ustawienie średniego bagażu przy
jeździe na długich dystansach.
W środkowej cześć uwagę przede wszystkim zwracają srebrne (choć plastikowe)
przetłoczenia przypominające wielkie muskuły. Ta częśc Tmaxa jest jedną z
ładniejszych stylistycznie części, do których zresztą nawiązali później inni
producenci.
Z tyłu mamy małe odchylane w motocyklowym stylu podnóżki dla
pasażera. Sam fotel jest wyraźnie nastawiony na wygodę kierowcy a nie pasażera,
choć ten ostatni też nie ma na co narzekać.
Bardzo długie miejsce kierowcy można regulować 3 ustawieniami małego
oparcia. Niestety żeby ustawić je wymaga się odkręcenia 2 śrub w spodniej części
fotela. Pasażer ma sporo miejsca, ale nie czuje się tak pewnie jak na
konkurencyjnych kanapowcach. Pomaga mu mały spoiler aluminiowy służący również
jako rączka. Do wygodnej jazdy jednak pasażer potrzebowałby oparcia lub kufra z
oparciem które są dostępne jako opcja.
Tylna częśc Tmax jest leciutka. Nie ma masywnej turystycznej pupy znanej z
kanapowców, a są agresywne zwężające się obudowy zakończone zespolonym światłem.
Po prawej stronie zaczepiony do obudowy (nie związany z zawieszeniem) wisi
wydech.
Jest to majstersztyk budzący wspaniałe pod względem estetycznym
uczucia. Jego zakończenie to tylko nakładka z tworzywa, ale za to zrobiona w
taki sposób że trudno się na nią napatrzyć. Mi przypomina obrotowe działko
maszynowe.
Warto zwrócić również uwagę na fakt, że nie ma po bokach
tylnych amortyzatorów. Tmax posiada pojedynczy tylny amortyzator usytuowany
poziomo przed tylnim kołem. To dodatkowo obniża środek ciężkości.
Doskonale rozwiązano kwestię lusterek. Są doczepione do obudowy przy szybie.
Daleko wystawione do przodu dają doskonałe pole obserwacji, nie zasłaniając
niczego i przez nic nie będąc zasłanianym. Pomimo dużego pola obserwacji są dość
małe i zgrabne.
W sumie wygląd Tmaxa budzi respekt jego wielkością i długością, ale również
zaskakuje tym, że jest mniejszy niż się wydaje. Wyraźnie jednak widać, że
projektanci pragneli stworzyć sportowy maxi-skuter, a nie kanapę dla
podróżnika.
strona 1/3
